American Dream

Red Rocks, Bishop, Joshua Tree, Yosemite, Boulder, RMP, w ogóle Stany Zjednoczone cały czas kręciły się wokół naszych planów i marzeń, ale raczej tych dalszych, odłożonych na „może kiedyś”. Tyle filmów i zdjęć nie oglądaliśmy chyba z żadnego innego miejsca na świecie.

Pierwszy plan na ten rok miał paść na Afrykę. Paweł chciał wrócić, tyle rzeczy rozgrzebanych, tyle jeszcze do wstawienia się a ja jeszcze nie byłam i bardzo chciałam tą jego magiczną Afrykę zobaczyć. Ale jak to z naszymi planami bywa, wychodzi wszystko „w praniu” i tak we wrześniu dostajemy telefon od Filipa: „ Są tanie bilety do Stanów, jedziemy?”.

No pewnie, że jedziemy.

Wypadałoby tu wspomnieć, że ekipa, która się miała na tą podróż zebrać miała być liczna i zacna. Prawie cała najlepsza reprezentacja boulderowa w Polsce, ale wiecie jak to jest się umawiać.. Zawsze komuś coś wypada ale przecież to miała być podróż życia (tak, tak Kalciu, ja pamiętam nasze rozmowy i plany i nie, nie zapomnimy Ci tego ). Ale nie ma tego złego, Ja, Rambo i Leśny meldujemy się 12 stycznia o 11:30 na nasz pierwszy lot do Oslo, pierwszy z czterech przesiadek jakie nas czekały.

1 america

Lot Ryainarem bez zbędnych wrażeń, przy odprawie w Polsce nigdy się nie dziwią co mamy w tym ogromnym pakunku, zwykle mówimy, że materac i bez żadnego zainteresowania jedzie do luku. Tak więc lądujemy w zasypanym śniegiem po pas Oslo Rygge i szukamy transportu na międzynarodowe lotnisko. Jest i bus, ładujemy bagaże i ustawiamy się w kolejce po bilet, 900 koron… więcej niż bilet z Polski do Oslo i nawet dłużej jechał na to lotnisko niż my tu lecieliśmy, ale co począć, innego transportu nie ma a dostać się musimy, Filip drżącą ręką płaci za bilety i jedziemy, choć nie jesteśmy też do końca pewni czy wsiedliśmy do dobrego busa…
Na szczęście okazuje się, że dotarliśmy na właściwe, tak więc rozbijamy Camp I bo czeka nas 10h czekania na następny lot. Omawiamy plany wyjazdowe i pijemy pierwszy toast za tą podróż, wiśniówka domowej roboty idealnie się do tego nadała 🙂

camp 1

Z pobytu na tym lotnisku z pewnością zapamiętamy ogromną rzeźbę penisa, która z niewiadomych przyczyn znajdowała się na środku lotniska i pana, który całą noc jeździł na wózku i mył podłogę 3 razy w nocy specjalnie przy naszych głowach, żebyśmy przypadkiem za głęboko nie usnęli.

penis

No i jak zawsze chwilowe zawahanie pracowników lotniska czy craspady mogą jechać bo chyba są za duże. Wszystko „chyba” bo Pan się nas pyta jakie są przepisy. Jesteśmy przygotowani, robimy mu szybkie szkolenie jakie paczki może przepuszczać, nawet mamy to wydrukowane. Pamiętajcie, jak będziecie się wybierać samolotem z Crashem, zawsze liczy się suma wszystkich wymiarów, jak jest napisane np, że jest 119x119x80 to sprawdźcie czy całościowe wymiary się zgadzają, bo zwykle gdzieś jest mniej, gdzieś więcej ale finalnie wszystko się zgadza. Waga to waga to się zawsze musi zgadzać ale materac nie musi być sprzętem sportowym więc można go nadać jako zwykły bagaż rejestrowany. Wiadomo, w zależności od linii lotniczych trzeba to jeszcze sprawdzić ale zwykle tak jest.

lotnisko
Kolejny lot do Londynu, tutaj szybka piłka. Kapitan przy okazji funduje nam lot nad panoramą Londynu, więc cieszę się, że chociaż tak udało mi zobaczyć Big Bena  Godzina na przesiadkę, a lotnisko Heatrow jest tak ogromne, że całość czasu zajmuje nam znalezienie kolejnej bramki i naszego samolotu. No i teraz to już z górki, 10-cio godziny lot do Dallas i potem przesiadka do Santa Ana i będziemy w naszej upragnionej Ameryce. Tak tak, to dopiero za 14h..

londyn

10h lotu to naprawdę długo.. Ale tak naprawdę, naprawdę długo. To przecież cały mój dzień! Nawet więcej bo przecież cofamy się w czasie o 8h, więc słońce nas oszukuje i czujesz jakby to było 2 dni w samolocie, w jednym miejscu, możesz się ruszyć na 20cm w różne strony. Oczywiście możesz wstać i pochodzić po samolocie ale tak po 5h wydaje Ci się, że stanowicie z fotelem jedność. I w dodatku masz wrażenie, że tak już zostanie na zawsze..

Ale jednak, ta mordęga dobiega do końca, możemy wstać i opuścić ten znienawidzony samolot. Mamy 4h na ostatnią przesiadkę, wychodzimy z samolotu i kierujemy się do odprawy, żeby szanowny Pan/Pani wbili nam pozwolenie na pobyt na amerykańskiej ziemi. Kolejka do odprawy na godzinę stania ale przecież tyle siedzieliśmy to nawet lepiej. Wśród stojących jesteśmy praktycznie jedynymi „białymi” więc mamy nadzieję, że odprawę przejdziemy bez żadnych problemów bo jesteśmy najmniej podejrzani ale po takiej podróży modlimy się tylko, żeby w razie czego nie wsadzili nas z powrotem do samolotu. Nasze stanie przeciąga się do 3h i zaczynamy się martwić czy w ogóle zdążymy na kolejny samolot, cały czas ludzie są odprowadzani do osobnych pokoi, albo czekają na tłumaczy bo nie
idzie się dogadać. W końcu udaje nam dostać do okienka, na szczęście to już trwa chwilkę, sprawdzają odciski, pytają po co, na co i na ile i pyk, jest upragniona pieczątka! Teraz to już biegiem przez cały terminal do bramki, która zaraz zamykają i znów siedzimy w samolocie.motel
Po 48h kończy się nasza podróż w Santa Ana. Wreszcie wyszliśmy z lotniska! Meldujemy się w hotelu i ciągu 5 minut wszyscy śpią.

Dodała : Gatka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *